Zostały wspomnienia ...

Siadłam do komputera, by dać znać, że żyję. W piątek wróciliśmy z Gran Canarii. To był udany urlop, choć jak zwykle nie obyło się bez komplikacji. Na miejscu dopadły mnie problemy zdrowotne. Katar, kaszel, ból gardła i już wydawało się, że zbliża się końcówka choroby i znów wszystko wracało od początku. Sama nie wiem skąd się to wzięło, albo byłam tylko podleczona i na miejscu świeże, czyste powietrze z jodem tak mnie inhalowało, że organizm zaczął się oczyszczać. Inna teoria to po prostu, zmiana klimatu z zimnego w ciepły, mocne wiatry spowodowały nawrót przeziębienia. Zaleczona lecz nie zdrowa wróciłam do kraju. Lądowanie było najgorsze z tych jakie przeżyłam. Ból i zatkane uszy od momentu podejścia do lądowania, aż do czasu powrotu do domu. Dopiero w domu po licznych podejściach, udało mi się odetkać uszy. Nie latajcie samolotem, gdy jesteście chorzy. Nie polecam, ja nie miałam wyjścia, trzeba było wracać do kraju.
To teraz słów kilka o samym pobycie. Zakwaterowani byliśmy w miejscowości San Agustin w hotelu Ifa Interclub Atlantic. Hotel duży, ładne baseny, pięknie zagospodarowany teren. Pokoje przyzwoite jak na trzy gwiazdki. Standardowo Polacy mieszkają w budynku (bloku) Tara, tam gdzie mieści się również restauracja. Ponieważ byliśmy poza sezonem, zakwaterowali nas w niższej części - budynki Lobos.


Pokoje na parterze miały wyjście na "ogródek", do dyspozycji leżaki, krzesełka i stolik. Trzeba przyznać, ze jak na te porę roku, to hotel miał całkiem sporo gości. Jedzenie smaczne. Cały czas organizowano w nim animacje, a to przy basenie, a to wieczorem najpierw zabawę dla dzieci, potem dla dorosłych. Minusem hotelu jest jego położenie. Trzeba było pokonać około 150 schodów, by dotrzeć do plaży.

Za pierwszym razem jakoś poszło, za drugim też. Kolejne podejście nie obyło się bez problemów, nogi odmówiły posłuszeństwa. Pomimo tych utrudnień spacerowaliśmy na zmianę z leżakowaniem :-).

Widok na ocean w San Agustin.

A tu wygrzewam się na słońcu i słucham szumu fal:


Tu innego dnia w San Agustin:

W drodze do Maspalomas:

I ja na słynnych wydmach w Maspalomas:


Na miejscu przeżyliśmy też burzę, co się rzadko zdarza. Wybieraliśmy się jeszcze na tur po wyspie niestety nie doszedł do skutku. Wszystko przez deszcze, które nawiedziły Kanary. Pomimo tego i tak uważam, że warto było spędzić te kilka dni w innym klimacie. Teraz klimatyzuję się w zimnej Polsce i czekam do wiosny :-)

Komentarze

  1. Po pierwsze mam nadzieję, że ze zdrówkiem będzie już lepiej! Po drugie: dziękuję za zdjęcia, aż się cieplej robi, chociaż za oknem pogoda wcale nie wakacyjna:)))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. zdrowiej szybko (ja obstawiam zmianę klimatu co do przyczyny choróbska). Zdjęcia super - choć jeszcze brakuje mi jakiegoś zachodu słońca hihi i zazdroszczę ciepełka - więc tym bardziej czekam na szybką wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowiej Abulinko :-)
    A tej pogody i ciepełka w środku zimy serdecznie Ci zazdroszczę :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Kuruj się szybko :) A z tym lataniem to niestety prawie nigdy nie ma się wyboru. Bo co - odwołasz wylot na który czekasz trzy tygodnie czy miesiące? Wskakuj po kołderkę i dobrzej szybko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrówka życzę :0)
    A takich widoków i odrobiny ciepełka to tak po cichutko zazdraszczam ;0)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Miło mi będzie, gdy napiszesz kilka słów :)