8 maja 2011

Flower of Italy (1)

Jakiś czas temu zapisałam się na wspólne wyszywanie needelpointa czyli Polski Needelpoint. Aktualnie zajmujemy się projektem Flower of Italy, którego autorką jest Ro Pace.
W pracy głównie wykorzystuję kolory zalecane przez projektantkę, chociaż niektóre nici dobierałam sama.
I tak w będą to takie kolory:
1. DMC Perle #8 col. 676
2. DMC Perle #8 col. 783
3. DMC Perle #8 col. 815
4. DMC Perle #8 col. 581
Gloriana Stranded Silk:
5. Flowers of Italy #194
6. Granny Smith Green #053
7. Cranberry #062
8. Autumn Gold #041 + nitka złota (widoczna na zdjęciu). Czy jej użyję na sto procent? Tego nie jestem pewna.
Materiał, na którym tworzę pracę to 18 ct Zweigart Eggshell Mono Canva.

Zdjęcie pokazuje jeszcze jeden kolor perłówki DMC, której jednak nie użyję. To ta "okrągła szpuleczka" pod zieloną.

Wyznaczenie pól (DMC Perle #8 col. 676) i wypełnienie diamentu ściegiem Waffle Stitch z miesiąca luty mam już za sobą. Pierwsze emocje też ;-). Teraz pozostają kolejne trzy pola do wypełnienia.


I jeszcze pierwszy diament w przybliżeniu:


I co o tym myślicie? Podoba się, czy niekoniecznie? Ja wyszywając miałam mieszane uczucia. Najpierw kolor zielony Granny Smith Green #053. Coś ciemnego zaczęło się wyłaniać, potem  nić Autumn Gold #041 piękna mięciutka, cieniowana w kolorze "beżów jesieni" tu jakby zginęła. Całość prezentuje się ciekawie. Romb jest delikatny i wygląda subtelnie, ale nie oszalałam z zachwytu. Mam wrażenie, że monocanva jest za ciężka dla tych nici. Może marudzę, to proszę mnie sprowadzić na ziemię :).

1 maja 2011

Jak ten czas leci!

No właśnie! O matko, jak ten czas leci!
Niedawno były święta, a teraz ten czas, to już przeszłość. Jak co roku były spotkania z najbliższą rodziną, trochę inne, niż w przeszłości, ale były. No, ale nie chcę tutaj o tym pisać.

Mijają dzień za dniem, tydzień za tygodniem, a ja zwolniłam i postanowiłam nic na siłę nie robić. Jak wszyscy pędzą do autobusu, to ja nie, chyba, że będę musiała. Ostatnio wyczytałam, że leniwi żyją dłużej :), no to jestem leniwa, oczywiście w granicach przyzwoitości.

Przyznam się w ogóle nie miałam weny do pisania. Wielokrotnie siadałam do lapka i nic z tego nie wychodziło. Ja i laptop, napewno nie było to równoznaczne z tym, że pojawią się nowe wpisy...chyba jakiś kryzys, czy co? A może wspomniane przeze mnie lenistwo.

A tak jakoś przed świętami, na powitanie wiosny był urlop i wojaże w ciepłe kraje. Tym razem padło na Fuerteventurę, kolejną Wyspę Kanaryjską. Ehh, to był cudowny czas. Ciepło, pyszne jedzenie, kąpiele SPA, czyste powietrze i piękne widoki zrobiły swoje. Wróciłam wypoczęta i szczęśliwa i ciut opalona :). Mogłabym tak znacznie dłużej, niż jeden tydzień nic nie robić, ale... trzeba było wrócić do polskiej rzeczywistości.