27 lutego 2010

Oto co zrobiłam.

Trzymałam Was w niepewności i nie zdradzałam nad czym pracuję, choć odrobinę podpowiadałam co za mną chodzi. Przyszedł czas pokazać nad czym pracowałam. Myślałam o szydełku a złapałam się za druty i o to co na nich wyczarowałam:


U góry zdjęcie portretowe królika.
Poniżej jego profil:



A tu króliczek schował się za drzewkiem:


Inspiracją do powstania miłego zwierzaczka była pomysł i instrukcja przygotowana przez Wiki.
O tutaj:

I to by było dzisiaj na tyle. Już niedługo ciąg dalszy moich poczynań robótkowych :-)

25 lutego 2010

I to i owo ....

Na samym początku chcę podziękować Wam za to, że jesteście, za wasze komentarze. Są one dla mnie niesamowitym wsparciem i dowodem na to, że ta strona jest potrzebna.

Czy o tym wiecie, że dzisiaj jest Światowy Dzień Powolności? Pewnie nie... Sama o tym dniu usłyszałam po raz pierwszy dzisiaj, jadąc do pracy. Święto pochodzi z Włoch.

Co nieco o tym możecie przeczytać tutaj:
http://www.wprost.pl/ar/124382/Swiatowy-Dzien-Powolnosci/

W obecnych czasach, czasach pospiechu, święto takie nabiera innego wymiaru. Z pewnością prowokuje do przemyśleń typu: czy czasem nie warto zwolnić choć na chwilę?

A teraz z innej beczki. Co tam słychać na froncie robótkowym? Zdjęć na razie nie będzie, ale mogę zdradzić, że ostatnio drutowałam :-). Praca ukończona, ale brakuje kilku elementów do całkowitego wykończenia robótki. Jest też postęp w choince. Siadam do robótki, gdy jest czas i chęć. Jeszcze tego brakowało, żeby człowiek się stresował takimi rzeczami ;-)!
A tak w ogóle, to ostatnio chodzi za mną szydełko.Znalazłam parę ciekawych linków mówiących jak krok po kroku wykonać:
Etui na komórke
Jajko
Króliczek
Wielkanocne kursy
Myszka

A co ze zdrowiem? W przyszłym tygodniu mam wizytę u specjalisty. Zobaczymy co się uda załatwić?!

16 lutego 2010

16.02.2010

Jakiś czas temu pisałam Wam o obawie spotkania z lekarzem specjalistą. Wizyta zakończyła się wypisaniem skierowania do szpitala w celu zdiagnozowania mojej choroby. W szpitalu mnie nie chcieli, z czego się cieszę. Niestety cały czas nie wiem co mi dolega, choć są pewne przypuszczenia. Czekają mnie kolejne badania, na które przyjdzie poczekać. Ci co się leczą, wiedzą jakie są terminy oczekiwania na konsultacje specjalistyczne, niestety baaardzo długie....i tak skończy się na tym, że to co się da, zrobię prywatnie.
   Wreszcie powoli powraca potrzeba zajęcia się czymś inny, niż tylko choroby. Wczoraj po powrocie z pracy, udało mi się zasiąść do nieukończonej choinki. Troszeczkę wyszywałam. Dzisiaj też mam zamiar :-). Nie zawsze jest to możliwe , ale jak jest chęć i dobre samopoczucie, to wyszywam.
   Tęsknię za wiosną i kwitnącymi drzewami, takimi jak te:


Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.freedigitalphotos.net/

9 lutego 2010

AAN SAL 2010

Może któraś z Was jest chętna na nowy SAL? Tym razem autorka schematów AAN jest jego organizatorem. Do wyszycia będzie kolejna choinka. Szczegóły możecie znaleźć na stronie: http://aaneedleworks.altervista.org w zakładce SAL na górze strony.

8 lutego 2010

Wystawa DMC 2010

Myślałam, że już wszyscy wiedzą o wystawie, a jednak myliłam się. W związku z tym umieszczam informację, dla tych osób, które jeszcze o niej nie słyszały. Tym razem firma DMC organizuje wystawę w kilku miastach. Pierwszym terminem jest 11 kwietnia w Centrum Konferencyjnym na ul. Bobrowieckiej 9 w Warszawie.Wystawa odbędzie się w godz. 10.00-18.00. Wstęp bezpłatny.

7 lutego 2010

Zostały wspomnienia ...

Siadłam do komputera, by dać znać, że żyję. W piątek wróciliśmy z Gran Canarii. To był udany urlop, choć jak zwykle nie obyło się bez komplikacji. Na miejscu dopadły mnie problemy zdrowotne. Katar, kaszel, ból gardła i już wydawało się, że zbliża się końcówka choroby i znów wszystko wracało od początku. Sama nie wiem skąd się to wzięło, albo byłam tylko podleczona i na miejscu świeże, czyste powietrze z jodem tak mnie inhalowało, że organizm zaczął się oczyszczać. Inna teoria to po prostu, zmiana klimatu z zimnego w ciepły, mocne wiatry spowodowały nawrót przeziębienia. Zaleczona lecz nie zdrowa wróciłam do kraju. Lądowanie było najgorsze z tych jakie przeżyłam. Ból i zatkane uszy od momentu podejścia do lądowania, aż do czasu powrotu do domu. Dopiero w domu po licznych podejściach, udało mi się odetkać uszy. Nie latajcie samolotem, gdy jesteście chorzy. Nie polecam, ja nie miałam wyjścia, trzeba było wracać do kraju.
To teraz słów kilka o samym pobycie. Zakwaterowani byliśmy w miejscowości San Agustin w hotelu Ifa Interclub Atlantic. Hotel duży, ładne baseny, pięknie zagospodarowany teren. Pokoje przyzwoite jak na trzy gwiazdki. Standardowo Polacy mieszkają w budynku (bloku) Tara, tam gdzie mieści się również restauracja. Ponieważ byliśmy poza sezonem, zakwaterowali nas w niższej części - budynki Lobos.


Pokoje na parterze miały wyjście na "ogródek", do dyspozycji leżaki, krzesełka i stolik. Trzeba przyznać, ze jak na te porę roku, to hotel miał całkiem sporo gości. Jedzenie smaczne. Cały czas organizowano w nim animacje, a to przy basenie, a to wieczorem najpierw zabawę dla dzieci, potem dla dorosłych. Minusem hotelu jest jego położenie. Trzeba było pokonać około 150 schodów, by dotrzeć do plaży.

Za pierwszym razem jakoś poszło, za drugim też. Kolejne podejście nie obyło się bez problemów, nogi odmówiły posłuszeństwa. Pomimo tych utrudnień spacerowaliśmy na zmianę z leżakowaniem :-).

Widok na ocean w San Agustin.

A tu wygrzewam się na słońcu i słucham szumu fal:


Tu innego dnia w San Agustin:

W drodze do Maspalomas:

I ja na słynnych wydmach w Maspalomas:


Na miejscu przeżyliśmy też burzę, co się rzadko zdarza. Wybieraliśmy się jeszcze na tur po wyspie niestety nie doszedł do skutku. Wszystko przez deszcze, które nawiedziły Kanary. Pomimo tego i tak uważam, że warto było spędzić te kilka dni w innym klimacie. Teraz klimatyzuję się w zimnej Polsce i czekam do wiosny :-)