Haft wstążeczkowy

Dopiero były przygotowania do świąt, sprzątanie domu, szykowanie świątecznych specjałów. Teraz wszyscy czekamy na Sylwestra, na to co przyniesie nam Nowy Rok. Jedni już robią podsumowania, inni zrobią to 31 grudnia, są też tacy, którzy nie będą zajmować sobie tym głowy. Może i ja o tym pomyślę...

Tymczasem wyciągnęłam z szuflady mini zestaw do haftu wstążeczkowego od Ewy Kokoszki. Był dodany do wygranej, o której pisałam tutaj


Zabierałam się do niego jak do jeża...Nie wiedziałam jak zacząć? Czułam się niepewnie, ale chciałam spróbować. Zaczęłam szukać w necie podpowiedzi. Obejrzałam całkiem dużo prac wykonanych tą techniką, aż wreszcie się odważyłam. I tak oto jest! Tadam! Może nie jest idealny, ale mój pierwszy.


Pierwsze wrażenia? Haftu szybko przybywa co sprawia, że serce się raduje. Wyszywa się bardzo przyjemnie.

Co jeszcze? Bolą mnie palce ;), bo przeciągnąć przez kanwę igłę z wstążeczką nie jest tak łatwo, jakby się mogło wydawać. W trakcie wyszywania trzeba znać sposoby prowadzenia wstążeczki. U mnie to było najpierw naśladownictwo, a później inwencja twórcza. Dwa pierwsze kwiatki (ciemniejsze) to zaczątek Ewy, reszta moja.

Myślę, że jeszcze wrócę do tej techniki, albo częściowo wykorzystam w jakiejś haftowanej pracy.

Komentarze

  1. Brawo za pierwszy raz! Pięknie kończysz stary rok - gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajnie! uwielbiam taką kolorystykę :)

    Szczęśliwego Nowego Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie wyszło . Bardzo mi się marzy umiejętność wyszywania wstążeczkami. Mam nadzieje , że w tym roku "przysiądę" i w końcu się nauczę . Jak czas oczywiście pozwoli .
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie .

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Miło mi będzie, gdy napiszesz kilka słów :)